„Dobra zmiana” atakuje młodych

Protest Studentów 2017
Protest Studentów 2017 fot. A.Wiśniewska
Jeszcze w lipcu 2015 roku Beata Szydło podczas kampanii wyborczej mówiła do mojego pokolenia: „Młodym ludziom, którzy zastanawiają się, czy nie wyjechać za granicę, proponuję pakt: zaufajcie nam, chodźcie z nami”. Przyszedł rok 2017 i działanie rządu „jest najlepszym dowodem na to, że czyny i słowa to ogromna różnica”. W 2015 roku Beata Szydło miała na myśli Platformę Obywatelską, jednak te słowa najlepiej pasują dziś do rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Nowy pomysł PiS będzie oznaczać koniec pracy dla uczniów i studentów. Rząd chce wprowadzić całkowite oskładkowanie uczniów i studentów do 26. roku życia pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych. Obecnie pracodawcy nie muszą odprowadzać składek ubezpieczeniowych od osób uczących się i studiujących, będących stroną umów zlecenia. Jest to niewątpliwie duże wsparcie dla młodych na początku ich ścieżki zawodowej, dlatego ten rodzaj umowy wybiera 80-90 proc. wszystkich pracujących studentów. O wiele częściej niż wysoko oskładkowaną umowę o pracę.


Po wprowadzeniu zmian i oskładkowaniu umów cywilnoprawnych, koszty zatrudnienia młodych ludzi zwiększą się o ok. 40 proc. Ten drastyczny wzrost może dotyczyć w skali całego kraju nawet 600 tys. osób. Obecna forma, umożliwiająca uczniom i studentom pracowanie na podstawie umów zlecenia, zachęca pracodawców do ich zatrudniania, a młodym ludziom pozwala być bardziej konkurencyjnymi na rynku pracy, przy braku posiadania większego doświadczenia zawodowego. Daje to także po prostu możliwość otrzymania większego zarobku, utrzymywania się w trakcie edukacji, studiów i stanowi szansę na samodzielne wejście w dorosłość. Takie rozwiązania powinny być dalej utrzymane.

Premier Szydło w kampanii obiecywała, że w ramach Narodowego Programu Zatrudnienia powstanie 1 mln 200 tys. miejsc pracy dla osób poniżej 35. roku życia. Zamiast tego praca młodych ludzi zostanie obciążona składkami, co będzie skutkowało brakiem ofert pracy dla młodych lub realnym zmniejszeniem wysokości ich wynagrodzenia.

Jak obserwujemy po czynach, działania PiS nijak się mają do składanych jeszcze nie tak dawno obietnic. Zamiast zasypywać dziurę w ZUS kosztem i ciężką pracą młodych Polaków, sugeruję premier Beacie Szydło zacząć od Misiewiczów w gabinetach rządowych resortów. To już czas, by młodzi wzięli sprawy w swoje ręce?
Trwa ładowanie komentarzy...